muzyka

Napisał : hakerzyfotek | śr., 07/30/2008 - 15:17

A to nie wszystko z moich relacji z matką.. są dużo poważniejsze sprawy... Np powiedziałam jej,że potrzebuję korepetycji z angola i chciałam iść do jakiejś babeczki żeby mi pomogła przy pisaniu pracy na ustną. nie powiedziałam,że ma mi dać na to kasę czy coś,a ona na mnie nakrzyczała, wyzwała od ułomów i powiedziała,że mam sama dać radę. A na korki z polaka daje mi ciocia... nigdy nei proszę ją o pieniądze na jakieś przyjemności typu kino, nowy ciusz itp, a ona tak często podkreśla,że wyciągam od niej kasę.. w wakaje pracowałam, ksiązki i zeszyty do szkoły kupiłam sama..
heh...

Napisał : xxxwidelecxxx | wt., 07/22/2008 - 04:30

siemka kochani!!!
co robicie dziś??
Bo ja jescze nie wiem co robie popołódniu
chyba będę czytać książkę....wszystko się wyjaśniło z Danielem.....
co jescze mogę napisać tu kurde.....
mam dużo czasu pewnie coś wymyśle....!!!
moje blogi są na wp natalia1990102
warto zobaczyć.......myślę ,że odwiecicie je???????????

muzyka ,taniec dla mnie jest dla mnie najeważniejsze ,ale nie samą karierą żyję ,bo też moim Danielem to on mi uśmadomił ,że miłość też jest wspaniała....i za to mu dziękuje....
tak to jest cudowne.......muszę się z nim spotkać i porozmawiać.....tak będzie dobrze jak sobie wyjaśnimy pójdę do babci dziś odwiecić ją
niech się cieszy............fajnie co nie???????????

dobra kończe pa buzki

Napisał : eeeeeeeep | wt., 06/24/2008 - 00:39

Ona - ciągle uśmiechnięta, roztrzepana, szalona.
Miała pełno pomysłów na każdy dzień, na każdy wieczór.
To zawsze ona rozruszała każdą imprezę, nawet tę najsłabszą i nudną.
Miała wielu przyjaciół. Kochała ich z całego serca. Potrafiła nie spać całą noc, słuchając w słuchawce, jak jej najlepsza przyjaciółka opowiada o najcudowniejszej randce, jaką kiedykolwiek przeżyła.
Szczupła blondynka, duże niebieskie oczy... czasami wyglądała jak anioł.
Na ulicy każdy chłopak się za nią obejrzał.
Uśmiechała się i szła dalej. Dla niej wygląd nie miał znaczenia.
Pielęgnowała to, co w środku. A tu też była aniołem. Pomocna, uczynna.
Okaz energii. Ona, Karolina.

On uwielbiał imprezy, dziewczyny, alkohol i szybką jazdę.
Nauka szła mu ciężko, ale był chłopakiem bystrym i inteligentnym.
Wianuszek dziewczyn otaczał go już pod koniec gimnazjum, a gdy poszedł do liceum, zmieniał dziewczyny jak skarpetki.
W miesiącu miał kilka.
Bawił się nimi. Każdy to mówił i wiedział.
Jednak mimo to miał wielu przyjaciół, którzy nie pochwalali jego zachowania, ale wiedzieli, że to przecież jego życie.
Trudno było mu się oprzeć. Wysoki, wysportowany, ciemny blondyn.
Niebieskie oczy i słodki uśmiech przyciągały każdą dziewczynę.
Kumple uwielbiali w nim to, że kochał dobrą zabawę i wiedzieli, że zawsze mogą do niego przyjść, gdy rzuciła ich laska.
Był lojalny wobec przyjaciół. Nigdy nie odbił dziewczyny swojego kumpla.
Nie potrafił. Nawet, gdy ona chciała, on odmawiał, krzycząc na nią, co sobie wyobraża, zdradzając jego przyjaciela. On, Mateusz.

Jak się poznali?
Mateusza wyrzucili z liceum, w którym obecnie się uczył.
Przenieśli go do klasy, w której była Karolina. Dziewczyna pamięta ten dzień, gdy Mateusz wszedł do sali.
Każda z jej koleżanek od razu poprawiła włosy i uśmiechnęła się najsłodziej, jak potrafiła. On z niewinnym uśmieszkiem usiadł za Karoliną.
Już wiedział, którą dziewczynę zaliczy jako pierwszą. Zawsze miał swój plan.
Podszedł do Karoliny na długiej przerwie. Poprawił koszulę i wyszczerzył lśniące zęby. Przedstawił się i pocałował ją w dłoń.
Każda dziewczyna patrzyła na tą scenę z zazdrością w oczach.
Rozmawiali o jego poprzedniej szkole, o tej. Był miły i czarujący.
Potrafił urzec dziewczynę w 20 minut. Weszli razem do klasy, usiedli razem w ławce. Tak było przez najbliższy tydzień, aż Mateusz poprosił Karolinę, aby się z nim umówiła. Nie zgodziła się.
Odeszła, pozostawiając Mateusza otępiałego, wpatrującego się w jej postać odchodzącą powolnym krokiem.
Nie poddał się. Jeszcze żadna dziewczyna mu nie odmówiła. Wiedział, że wreszcie dojdzie do ich randki. Nie mylił się.
Krążył koło Karoliny 2 tygodnie, aż wreszcie dziewczyna zgodziła się spotkać.

Spędzili bardzo miło czas.
Poszli na soczek, później do parku. Rozmawiali o wszystkim i o niczym.
Zarówno o ważnych sprawach, jak i o tych błahych. Czuli się przy sobie bardzo swobodnie. Odprowadził ją do domu, pocałował…
Pragnął tego. Nie dlatego, żeby ją zaliczyć, ale żeby po prostu dotknąć jej lśniących ust. Oddała pocałunek.
Był krótki, ale na pewno na długo zapamiętany.

Mateusz nie wiedział, co się dzieje.
Spędzał z nią każdy dzień, każdą wolną chwilę. Czuł się przy niej tak błogo.
Pragnął dotykać jej włosów, całować usta, czuć jej obecność i zapach.
Pomyślał to pierwszy raz, gdy siedział z kumplami na piwie i ona weszła z koleżankami.
Takie niespodziewane spotkanie, w ogóle się nie umawiali.
Wtedy, patrząc na nią, jak tańczy i rusza biodrami, pomyślał: O nie… To nie możliwe. To nie może być prawda. Ja ją naprawdę kocham... kocham. Pokochał ją. Pokochał jej słowa, oczy, czyny.
Chciał być z nią na zawsze. Na zawsze...
- Ty kochasz Karolinę? Kochasz Ją? - usłyszał od swojej najlepszej przyjaciółki, gdy powiedział, co tak naprawdę czuje. Marta - przyjaciółka od lat.
Nigdy nie popatrzyła na niego, jak na obiekt westchnień, tak samo było z nim.
Znali swoje słabości, swoje mocne strony, każdy grzech i każde marzenie. A teraz Marta nie dowierzała własnym uszom.
Mateusz się zakochał! Casanova, jakich mało, kochał naprawdę.
- Powiedz jej to - poradziła mu Marta.
- O nie. Tego nie zrobię. Nie wiem, czy ona mnie... - podparł policzek ręką i dalej kartkował zeszyt od biologii.
Marta usiadła obok i oparła się o jego ramię.
- Mateusz, nie przejmuj się. Coś wymyślimy... Powiesz jej, nawet gdybyś nie był pewien jej uczuć, ważne, że będzie wiedzieć, że ją kochasz. A ja wiem, że to prawdziwa miłość, jeszcze nigdy nie powiedziałeś o żadnej dziewczynie, że ją kochasz.
W pewnym momencie zadzwonił telefon.
Mateusz sięgnął do kieszeni po komórkę i odczytał sms-a: „Jestem w barze. Wpadnij. Muszę Ci coś powiedzieć. To ważne. Karolina.

Pojawił się po 10 minutach. Pocałował ją delikatnie w policzek i usiadł naprzeciw niej.
- Co się stało? - spytał naprawdę przejęty.
Martwił się, że coś się stało. Karolina siedziała smutna i zamyślona, aż w pewnej chwili rozpłakała się, zaniosła się strasznym płaczem.
Mateusz wyprowadził ją z baru. Poszli usiąść na ich ulubioną ławkę do pobliskiego parku. Przytulił ją.
Ona wtuliła się w niego i zaczęła szlochać. Nie wiedział, co się dzieje, co ma zrobić. Mówił, aby się uspokoiła, żeby mu powiedziała, co się stało, a ona jeszcze bardziej płakała. W końcu usiadła i powiedziała to w tak normalny, prosty sposób, jakby czytała książkę:
- Jestem chora. Wczoraj były ostatnie badania.
Mam raka mózgu. Lekarze dają mi małe szanse na przeżycie. Chemioterapia… chemioterapia chyba nic nie da…
Podniosła wzrok. Mateusz stał, patrzył się w jej cudownie niebieskie oczy i płakał. Pierwszy raz. Ona ciągnęła:
- Tak bardzo się cieszę, że cię poznałam. Chociaż wiem, że jestem kolejną twoją zdobyczą... ale się cieszę. Jesteś takim wartościowym chłopakiem. Tak bardzo... tak bardzo cię pokochałam.
Wtuliła się w niego. Przytulił ją tak bardzo mocno, jakby ostatni raz trzymał ją w ramionach. Stali tak chwilę. Odgarnął jej włosy i wyszeptał:
- Skarbie, ja też cię kocham. Naprawdę cię kocham. Z całego mojego serca.
Tylko ciebie. Zawsze ciebie. Musisz żyć. Musisz. Rozumiesz?
- Jak to? Co? Kiedy? Ale... Tak. Przyjadę.

Mateusz rzucił telefonem o ścianę.
Osunął się na ziemię, przykrył twarz dłońmi i zaczął płakać. Jego mama weszła do kuchni.
Ukucnęła przy nim, a on wyrzucił z siebie potok słów, łkając przy tym jak małe dziecko.
- Umarła. Mój skarb. Lekarze dali jej rok, minęły 3 miesiące. Umarła. A mnie przy niej nie było...
Mama przytuliła go, chociaż wiedziała, że to i tak nie pomoże.
- Mateusz? Możesz przeczytać ostatni list Karoliny?- zapytała go mama dziewczyny.
- Tak. Przeczytam.
Było tyle ludzi.
Wszyscy płakali. Jej ciało było ułożone w białej trumnie.
W niebieskiej sukience i w delikatnych loczkach wyglądała jak mały anioł. Była aniołem. Każdy był tego pewien. Mateusz stanął przy trumnie. Wyciągnął pogniecioną kartkę i zaczął czytać.
Kochani!
Jestem taka słaba. Wybaczcie, że Was opuszczam.
Moje ciało, chociaż dusza... Dusza zawsze będzie z Wami.
Mamo, tato, dziękuje Wam za ciągłą opiekę i cierpliwość, to dzięki Wam zobaczyłam po raz pierwszy słońce, to dzięki Wam jestem.
Przyjaciele, kocham Was, wiecie, prawda? Ale chcę wam to teraz powiedzieć, przez Mateusza. Kocham Was. Zawsze będę Was kochać. To wy dawaliście mi te chwile szczęścia. Dziękuję.
Mateusz, skarbie,
tak ciężko mi pisać do Ciebie. Kocham Cię. Kocham Cię czystą miłością. Zawsze tak będzie.
Pamiętaj.
Będę Twoim Aniołem Stróżem. Zawsze będę przy Tobie.
Gdy będzie Ci źle wznieść oczy ku górze, ja będę siedzieć na którejś z gwiazd. Naszych gwiazd. Będę na Ciebie tutaj czekać. A kiedyś znów zatańczymy razem...
Mamo, niech list przeczyta Mateusz.
Tylko on pewnie się teraz trzyma.
Skarbie, pomagaj moim rodzicom.
Oni potrzebują teraz mnie, ale Ty jesteś częścią mnie. Pamiętajcie wszyscy o tym...
Dziękuję…
Karolina”

Zgniótł kartkę w dłoniach. Zaczął płakać...
- Skarbie, spotkamy się. Obiecuję Ci najwspanialszy taniec... –powiedział, dotykając policzka dziewczyny.
Każdy podchodził do trumny, Mateusz odszedł na bok. Usiadł na ławce, wyjął kartkę, napisał coś…

Strzał.
- Mateusz!!! Nie…
Marta zemdlała. Mateusz leżał w kałuży krwi.
Z pistoletem w dłoni. Łukasz, jej brat, podniósł kartkę leżącą obok. Zaczął czytać, łkając.
Wybaczcie. Wybaczycie, wiem.
Poszedłem zatańczyć pierwszy i ostatni taniec w niebie z moim aniołem.
Będę z Wami. Tak samo jak nasz skarb.
Pochowajcie mnie obok Karolinki. Teraz... Proszę.
Chcę być z nią, Wybaczcie. Mamo, tato, Łukasz, trzymaj się stary. Marto. Przepraszam rodziców Karolinki. Miałem pomóc...
Opowiem Wam kiedyś we śnie, co u nas.
Obiecuję. Kocham Was, ale mojego anioła bardziej...
Mateusz”

Napisał : eeeeeeeep | pt., 06/13/2008 - 12:23

Wekslowe przypadki adwokata Ćwiąkalskiego

Prokurator prowadzący śledztwo w aferze wekslowej Trójkąta Buchacza został odsunięty od dochodzenia. Postępowanie obejmujące niedawnych klientów ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego stanęło w miejscu

W maju Zbigniew Ćwiąkalski, obecny minister sprawiedliwości, reprezentujący wówczas firmę Elzamet Sp. z o.o., pozwał należącą do Skarbu Państwa Międzynarodową Korporację Gwarancyjną, domagając się wypłaty 10 mln złotych. Podstawą dokonania płatności, której żądał Ćwiąkalski, były roszczenia wekslowe wystawione pierwotnie na Fundusz Poręczeń Inwestycyjno-Eksportowych, indosowane ostatecznie na rzecz Krajowego Samorządu Pożyczkowego Karbona. Od 2004 r. warszawska prokuratura w związku z podejrzeniem sfałszowania weksli prowadzi w tej sprawie śledztwo obejmujące klientów ministra. Przed dwoma tygodniami, krótko po nominacji Ćwiąkalskiego na szefa resortu, od sprawy Trójkąta Buchacza odsunięto prowadzącego ją prokuratora.

Napisał : ilovedurexxx | pt., 06/13/2008 - 06:57

Hah, no a teraz Kojotka pokaże wam zdjęcie Mieszka i jak?? Ładny...? Jak waszym zdaniem?? moim jest cudny. i nie wazne czy ładny czy nie, ale jest poportu boski i spokojny. Zawsze mogę mu ufać, że nie będzie mi NIE posłuszny i bedzie mnie słuchac..

Napisał : marcin02202 | wt., 06/03/2008 - 04:59

nie mam juz sily na to wsytsko z dnia na dzien coraz bardziej sie doluje , coraz wiecej rzeczy mnie dobija , praca ( a raczej jej brak ) , znajomi (znowu ich brak, aalbo raczej to jacy ludzie potrafia byc zawistni i falszywi nawet tzw przyjaciele), nuda ( tule wakacji zmarnotrawilam siedzacw domu ze szkoda slow), moje zrzedzenie i narzekanie ( bo wiem ze ostatnio jest to coraz czescie ) ... nie umiem juz sobie z tmy poradzic , tak jak bym wpadla juz w bledna kolo i nie umiala z niego wyjsc i czym wiecej o tmy mysle tmy jest gorzej,a mysle duzo...
chcialbym tak jak kiedys ( na sylwestra) umiec postanowic sobie cos i z dnia na dzien sie do tego dostopsowac, chcilam wtedy zapomniec o wielu rzeczach i o osobach i udalo mis ie to automatycznie na drugi dzien mialam jzu to wsyztsko gdzies, chcilabym umec tak zorbic znowu, obudzic sie jutro i to co minelo zostawic za soba , isc dalej nie patrzac wstecz i umiec cieszyc sie tmy co mam teraz , cieszyc sie wakacjami , odpoczynkiem , tym ze mam kogos kogo kocham (jak jeszcze nigdy w zyciu nikogo) i kto mnie kocha... mysle ze to juz jest wystraczajacy powod zeby to zmienic...poki co - przepraszam Kochanie, Kocham Cie
a teraz ide spac z nadzieja na lepsze jutro , ze obudze sie i zostawie to wsytzsko za soba, bede patrzec tlyko do przodu z pelnym optymizmem bez zalamywanai sie byle czym, znowu bede umiala cieszyc sie zyciem, bo po to w koncu ono jets nam dane...

--------------------------------------------------

Carpe Diem !

--------------------------------------------------

Napisał : stevemakena | śr., 05/14/2008 - 11:30

Jaki masakryczny dzień.
Za oknem piękna pogoda a przede mną wizja nerwowego zakuwania i poczucia beznadziejności, bo miałam na to 3 dni, które przebimbałam w najlepsze a egzamin jutro:/ nienawidzę się za to...
Trzeba mnie koniecznie przeprogramować, najlepiej jednym szybkim, może mi sie klepki poukładają...
w dodatku tak bardzo chce mi sie spać, a jeszcze bardziej chce mi sie do domu, ale to już we wtorek...muszę sie wyrwać z tego miasta dużych możliwości.. powoli zaczynam mieć go dość.
chciałabym móc stąd uciec, wyjechać zacząć wszystko gdzieś indziej od nowa. I chciałabym zrozumieć P., bo nie rozumiem zupelnie...

A jak na razie plan na dzis wygląda następująco:

a) wyprawa do sklepu po zapas czekolady i coli- nauka bez czekolady ?? to nie do pomyślenia.
Ale od środy koniec, zdrowy tryb życia, zero słodyczy i śmieciowego żarcia, ćwiczenia, kremiki itp:P ( w zasadzie ćwiczenia zaczęłam od wczoraj i skutek jest taki, że tak sie do nich przyłożyłam, iż teraz muszę się nieźle nakombinować ...jak by tu wstać, żeby za bardzo nie bolało:P ale masochistycznie stwierdzam, ze jak boli to działa
b) trochę posprzątam, bo nowy ma się dzis wprowadzić, znów jakos takoś dziwnie będzie...trzeba sie będzie przyzwyczajać do całkiem obcego faceta w mieszkaniu...
c) poudaję że robie coś pilnego i niezwykle ważnego od czego zależy los tego świata...
d) zadzwonię to domu w bardzo pilnej sprawie...czyli srutu tutu o dupie Maryny byle sie tylko nie uczyć. i pewnie będę jeszcze łgać w żywe oczy, że sie uczyłam a jakże. Bosh...
e) poczytam coś na ten przebrzydły egzamin...
f) o 20 wpadnę w panikę i zacznę jęczeć że nie umiem, że jestem głupia i w ogóle buuuuuuu
g) ok 22 zabiorę sie za naukę, ale będzie po ptakach.

I tym optymistycznym akcentem kończę i idę wcielać w życie punkt a.
P.S. Czy wy też macie podobnie??

Napisał : applejack | wt., 05/13/2008 - 05:09

wiesz nie musisz sie mna martwic jakos zawsze sobie radzilam sama...
ludzie mowia rozne rzeczy na temat figury.ja nie lubie swojego ciala wiec probuje je ciagle zmieniac.mam nadzieje ze wkoncu dojde do wymarzonej sylwetki.nie wiem czy mojemu chlopakowi sie podoba moje cialo czy tylko tak mowi...
teraz jjem ciagle same warzywa i owoce i nawet dobrze sie na nich trzymam.postanowilam odzucic slodycze i zajac sie cwiczeniami
chociaz dzis w siebie zwatpilam i zjadlam loda i kilka cukierkow... nie wiedzialam nawet ze tak ciezko jest sie przyznac przed obcymi osobami do porazki...
od jutra znow bede walczyla ze swoim cialem i mam nadzieje ze bedzie lepiej niz dzis...
pozdrawiam

Napisał : lukasz636 | pon., 05/12/2008 - 01:38

Życie to jednak nie teatr

…gdyby życie teatrem było jak łatwo by się żyło…

Życie to jednak nie jest teatr
Choć różne grywam w nim role
Tekstów wiele poznałam
Wiele póz wykonałam

Bywam rybą co w morzu pływa
Milczę i z tym jestem szczęśliwa
Dotykiem fala życia mnie pieści
Ogłuchłam na wszystkie wieści

Bywam ptakiem co niebo przemierza
Z przestworzami szukam przymierza
Śpiewem witam dnia nastanie
Szeptem wiatru przemijanie

Życie to jednak nie jest teatr
Bo każda rola inną bywa
Raz jestem smutna
Potem znów szczęśliwa
________________________________
Gdyby życie teatrem było
Nic by mnie w nim nie zaskoczyło

Napisany 2008.02.17

Napisał : paziutbg3 | czw., 05/08/2008 - 14:37

wracając do niedzieli, to było bardzo miło. najadłam się strasznie, opiłam troszeczkę. obawiałam się tylko, co mi ta mama nakupiła. spodziewałam się naprawde najgorszego,a okazało sie, że niepotrzebnie. bardzo ładna torebka. perłowa, duża, z grubymi srebrnymi klamrami. taka jakie lubię.
wracałaliśmy po nocy, bo przecież T. nie chciał wyjść przed końcem meczu. co tam, że żona zmęczona, jak tam piłkę kopią. nie jestem kibicem, no niestety i juz nie będę. chociaz cieszę się, że niemcy przegrali. mam do nich typowy stosunek, jaki może mieć przedstawieciel przez wieki ciemiężonego narodu. nie lubię i już. poza tym, nie znam się na piłce w ogóle, ale oni grają brzydko. skutecznie fakt, ale brzydko.
dzwonił niewierny i mówi, jak fajnie w naszej knajpce, mało ludzi, piwko pyszne. no nie ubić takiego?

Napisał : heca13 | czw., 05/08/2008 - 08:39

Ufff trochę mnie tu nie było ale to wszystko przez ten długi weekend majowy i przez to, że się strasznie rozleniwiłam Dobrze jest od czasu, do czasu tak sobie poleniuchować ale już teraz trzeba się wsiąść w garść, praca się zaczęła, pora zacząć robić prace kontrolne do szkoły, bo dopiero teraz mam tematy w sumie lepiej późno niż później Do weekendu muszę zrobić, 4 prace, reszte oddam po terminie no trudno się mówi A poza tym to w sobotę i niedziele mamy tylko 6 lekcji ale sie ciesze juuupi Dzisiaj prawie cały dzień spędziłam z kumpela, i z tej okazji wypiłam 3,5 piwa i trochę likieru no i niezłe mnie wcięło,ajj poza tym i tak niedługo moje urodziny, także mam nadzieje, że uda się zorganizować jakaś imprezkę Uff muszę trochę odpocząć...Pozdrawiam

Napisał : jacek65 | śr., 05/07/2008 - 18:47

Aby dostać pieniądze
Potrzebne przedmioty:

szklanka lub butelka
moneta (najlepiej srebrna)
woda
Tego czaru dokonuje się podczas pełni księżyca.

Nalej wody do połowy szklanki i wrzuć do niej pieniążek. Połóż szklankę tak, by padało na nią światło księżyca. Uczyń rękoma ruch /gest nad szklanką, tak jakbyś zbierała światło księżyca do rąk. Gdy to już zrobisz, wypowiedz zaklęcie:

Kochana Księżycowa pani,
Przynieś mi bogactwo.
Wypełnij me dłonie srebrem i złotem.
Bym wszystko co mi dajesz, mogła zachować.'

Powtórz to trzy razy i wylej wodę na ziemię gdy skończysz ten czar.

Napisał : zarzygalka666 | pon., 04/28/2008 - 15:23

Wielki powrót - na kilka dni.
Zjazd hippisów wywołał we mnie dziwne uczucie.
I fazę bluesową.
Poza tym długie letnie, ciepłe wieczory spędzane nad rzeką wraz z Klaudią, Mariem i Pawłem były jednymi z najpiękniejszych wieczorów mojego życia.
Z Pawłem i Mariem się zobaczę, gdyż są w ustroniu co tydzień.
A z Klaudią już chyba nie,
Bo mieszka gdzieśtam daleko,
i nie przyjeżdża tak często do Ustronia.
Ogólnie to dziękuję Wam
No i Ojcu którego spatkałam czasami gdzieś po drodze albo w przyczep[ie.
;p

Zdjęcia będą jutro prawdopodobnie. ( jak mi prześlą, to będą.)

Napisał : xchochlikxyz | pon., 04/28/2008 - 10:59

Kocham Cię Misiaczku zawsze i wszędzie...
Już nikt inny mego serduszka nie zdobędzie...
I kiedy gwiazdki migoczą na niebie,
Ja marzę, by leżeć koło Ciebie...
I wierzę naprawdę, że przyjdzie dzień,
W którym swe troski odsunę w cień...
Bo będę tylko Twoja już na zawsze
I wreszcie w nocy przy Tobie zasnę...
Będziemy spać razem w każdą noc...
Na pewno wrażeń będzie moc...
Każdego ranka będę budzić się przy Tobie
I pyszne śniadanko Ci co dzień zrobię...
Wierzę, że kiedyś ten czas nadejdzie,
Bo z dnia na dzień kocham Cię więcej...

KOCHAM CIE MOJE TY SZCZESCIE NAJWIEKSZE ! !
[zawsze twoja cipitrynka]

Napisał : robert196726 | nie., 04/27/2008 - 00:12

A- Ana... najwierniejsza przyjaciółka.
B- Ból... czujesz go stojąc przed lustrem.
C- Czas... godziny modlitw o spadek wagi.
D- Dążenie... do perfekcji.
E- ED
F- Fatt... zabójca piękna.
G- Głodówka... coś co nas uszczęśliwia.
H- Harmonia... osiągamy ją oczyszczając organizm.
I- Idealność... czytaj chudość.
J- Jedzenie... nasz największy wróg.
K- Kalorie... najlepiej 0.
L- Lustro... przypomina nam o celach.
Ł- Łakomstwo... trzeba się go pozbyć.
M- Miarka... pozwala na kontrolę.
N- Narkotyk... Ana jest nim.
O- Obżarstwo... grzech śmiertelny.
P- Piękno... każda z nas je ma.
R- Rozsądek... to to czego nam brak.
S- Sytość... nigdy jej nie osiągniemy.
T- Thinspiracje...
U- Uroda... zawarta w chudym ciele.
W- Waga... nasza wyrocznia.
Z- Zero... upragniona waga.

Zanim zaczełam to wszystko, ten alfabet wydawal mi sie smieszny i trudny do zrealizowania, a teraz to przyszlo tak samo,czyli co moge powiedziec ze wrocilam do tego co bylo zanim mnie wyleczyli?

Napisał : xxrydzuswarciarzxx | śr., 04/16/2008 - 15:08

A ręka mnie napierdala jak nie wim, ale spoko daje rade. Nie pisałem jak na imprezie dałem się ten tego wciągnąc w gadki babsko męskie i skończyłem na papierosie na zewnotrz.

No dała mi laska własnie Lena loda, ale powiedziała że to tak awansem, żebym sie nie ekscytował, bo ona mósi sprawdzić ile moge jej pomoć. Na nic nie moge, także to pewnie ostatnia przyjemność dzisiaj

Napisał : paziutbg3 | śr., 04/16/2008 - 14:34

Dobra... wracam na mój materac. Może zasnę, chociaż słysząc odgłosy walki z komputera T., wątpię w to bardzo...
T.: Kochanie, jeszcze tylko pół godzinki...
Ja: Pół godzinki było pół godzinki temu...
T.: Ja wiem, kochanie, ale już jesteśmy tak blisko...
Ja: (moja myśl) Taa... blisko płaczu i ogólnej katastrofy naszego związku! Boże daj siły...

Chyba będę musiała okazać się jędzą i zabronić mu gry w WoW... przynajmniej kiedy ja jestem obok.
Nawet nie mogę patrzeć bo wtedy nie udaje mu się utrzymać kompanów przy życiu i wszyscy wrogowie nagle go atakują i kilim go...

Napisał : zbozowamaslanka | wt., 04/15/2008 - 19:25

zaczęło się od eseldowskiej nekropolii w ichniej siedzibie. machaj ugotowany (w jednej antygwałcie), wychodzimy. myślałam, że to już koniec atrakcji, ale dane było mi przeżyć zamach prawicowych bojówek na siedzibę KP, który zakończył się błyskawiczną akcją gaśniczą naczelnego i machajskim rozdeptaniem po okolicy dowodów czekających na przyjazd pirotechników, co niemal skończyło się dla niego śmiercią z rąk our hero.

ale to też niestety jeszcze nie był koniec. zaprosiliśmy prelegentów na żoliborz. z larwy w motyla. Motyl zbeształa panów, po czym ukryła się w toalecie. zaśpiewaliśmy sześć zwrotek międzynarodówki, po czym upodliliśmy się ostatecznie grając w rozbieranego pokera, na czym najgorzej wyszedł Anarchista, który, wychodząc, zabrał ze sobą tałes twierdząc, że idzie w nim na pochód. no, zobaczymy.

piszę to siedząc po turecku na żydowskim łóżku. pomijam mniej zacne ułańsko - kombatanckie historie, których byłam świadkiem, bądź, o zgrozo, uczestnikiem. Machaj podpowiada, że nawet prowokatorem.

jestem hi-menem, więc idę do domu.

Napisał : ilovedurexxx | sob., 04/12/2008 - 13:40

zaraz wychodzę na rodzinną imprezę.. tego typu spotkania kończą się tym że słucham najpierw o siostrze -dziś jej osiemnastka więc jej na tapecie będzie najwięcej jaka to jest niedobra jak pyskuje itd i ach ta młodzież potem zacznie się rozmowa o 13 letnim bracie który jest cud miód i malina.. cmok cmok.. a potem przyjdzie czas na mnie Pannę Rogal babcia prawdopodobnie powie że strasznie schudłam i w ogóle wyglądam strasznie.. druga ciotka że jestem jak pączuszek na buzi i żebym nie słuchała babci moja mama że nie ma ze mną lekko.. i tylko chrzestna jako tako będzie stać za mną i bronić przed rodzinnymi tekstami.. taakże szykuje się uroczy wieczór

Napisał : xxmakemeleaderxx | pt., 04/11/2008 - 15:35

Przed chwilą wstałam, ogarnęłam się i zjadłam śniadanie.
O 5.00 napisał do mnie MójM, że zaraz przekroczy granicę i dziś koło południa będzie na miejscu.Na koniec esa Trzymaj się kochanie:*.
Ehh... Uschnę z tęsknoty. Wczoraj już miałam ochotę się popłakać. Myślałam,że chociaż do polsko -czeskiej granicy ze sobą popiszemy, zanim przestaniemy się do siebie odzywać na całe 2tygodnie. No ale źle myślałam. Za dużo myślę, za dużo sobie wyobrażam.
W ogóle to co czuję w związku z wyjazdem mojego lubego na te wakacje, to jest mieszanka różnych dziwnych uczuć. Czuję tęsknote, żal, niepokój, strach a nawet...zazdrość. To zabawne jak sama potrafię coś sobie wkręcić. Nie będę już pisała o jakichś moich chorych wizjach.
Ale to takie trudne jest, że osoba, którą się kocha wyjeżdża i przez tyle czasu nie zamieni się z nią ani jednego słowa. To będzie próba dla naszego uczucia. Aż się boję...